Możemy spierać się o to, który styl rodzicielstwa i towarzyszenia dziecku jest mniej lub bardziej słuszny. Doszukiwać się słabych stron w takiej lub innej formie komunikowania się z dzieckiem. Koncentrować się na tym, co inni rodzice robią nie tak w ich relacjach z dziećmi albo co gorsza krytycznie ich oceniać. Kwestionować słuszność jednych lub drugich przekonań innych ludzi w zakresie ubierania dziecka, karmienia go, usypiania, pielęgnacji, nauczania i tak dalej…

Możemy robić to wszystko i jeszcze więcej albo… skupić się na tym, co rzeczywiście jest ważne i dobre dla NAS i dla rozwoju NASZYCH dzieci. I szczęśliwie żyć. 😉 

Wybór jest zawsze

Ja wybrałam tę drugą drogę. I wiecie co dziś, po 4 latach swojego rodzicielstwa, wiem, że ta droga jest jedyna i najbardziej słuszna dla naszej rodziny (zgodną z nami) i mimo że w życiu zadzieje się jeszcze wiele różnych rzeczy i nastąpi sporo zapewne zaskakujących zmian (nic nie jest przecież constans), wyraźnie dostrzegam, że daję swojemu dziecku to, co dla niego naprawdę najbardziej korzystne. I absolutnie wszystkie badania naukowe, które znam (a znam ich całkiem sporo 😉 ), potwierdzają słuszność moich przekonań.

Naukowcy od prawie 20 lat – dzięki możliwość podglądania, jak działa mózg dorosłego, a jak dziecka – potwierdzają różne tezy lub obalają mity dotyczące rozwoju mózgu i tego, co mu sprzyja, a co szkodzi.

Dzisiaj wiemy już naprawdę wystarczająco dużo, żeby tak zorganizować przestrzeń życia dzieci, aby mogły one wykorzystać to, z czym się rodzą, czyli olbrzymi  POTENCJAŁ TWÓRCZY.

O co chodzi z tym potencjałem?

Otóż dziecko rodzi z umiejętnością kreatywnego myślenia, która jest na poziomie geniuszu – i to nie jest ani trochę przesadzone stwierdzenie. Potrafi myśleć tak wieloaspektowo i twórczo, że nawet trudno objąć umysłem moc jego wyobraźni (trwające kilkanaście lat badanie potwierdzające tę tezę znajdziecie tutaj, pod hasłem „Szkoła niszczy geniusz”). Ale – co równie ważne – dzieci przychodzą na świat z mózgami, które są arcyplastyczne i zawierają praktycznie taką samą liczbę komórek nerwowych co osoba dorosła (około 100 miliardów). Dodatkowo co również potwierdzono wnikliwymi badaniami okazuje się, że te komórki są (do mniej więcej 10 roku życia) dwa razy bardziej aktywne u dzieci niż u dorosłych. W rezultacie dzieci są bardziej chłonne i bardzo szybko się uczą… Od nas, dorosłych, w znacznej mierze zależy, czy spowolnimy ten proces, czy go wzmocnimy oraz czego w ogóle nauczą się nasze dzieci.

Nie wspomniałam o bardzo ważnej kwestii:

Ślady związane z naszym podejściem do dziecka (jak się do niego zwracamy, co do niego mówimy, czy jesteśmy wrażliwi na jego potrzeby i emocje itp.) i jego sposobem doświadczania życia (jak spędza wolny czas, w jakim otoczeniu; czy ma dostęp do zupełnie swobodnej zabawy itd.) pozostaną w dziecięcych mózgach na zawsze. Oczywiście, one nie zawsze będą uświadomione, ale będą oddziaływały na różne zachowania dzieci w przyszłości (również w dorosłości), na umiejętność radzenia sobie ze stresem, na ich system przekonań, na ich zdrowie fizyczne i emocjonalne, na poczucie własnej wartości itd.

Dzisiaj mam dla Was kilka cennych sugestii. Podrzucam je Wam w postaci poniższej listy nie po to, żebyście wyrzucali sobie, że coś robicie nie tak, bo robicie to najlepiej jak się da na tę chwilę (no i każdy się przecież uczy!), ale po to, żebyście mieli gdzieś z tyłu głowy, że są rzeczy, do których w kontekście rodzicielstwa i relacji z dzieckiem warto dążyć i o których warto pamiętać.

 

Oto 7 obszarów, o których na pewno należy pamiętać, aby wesprzeć dzieci w zdrowym, naturalnym i twórczym rozwoju:

 

1. Dzieci nie uczą się suchych faktów

Kiedy przekazujecie dzieciom jakieś konkretne dane, m.in liczbowe, wiedzcie, że one i tak ich nie zapamiętają, a jeśli nawet, to na pewno nie na długo. Ich mózgi są żądne historii, jak od lat powtarza znany niemiecki badacz mózgu, Manfred Spitzer “szczegóły mają sens tylko w kontekście, […] historie nas poruszają, nie fakty”.

Jeśli chcecie, aby dzieci zapamiętywały to, co do nich mówicie, musicie opowiadać im historie. One mogą zawierać różne fakty (np. to, że gepard jest najszybszym zwierzęciem świata i biega około 110 km na godzinę), ale muszą być opowieścią. Umiejscowioną w czasie i przestrzeni, którą dziecko dobrze zna. “Pytasz o najszybsze zwierzę świata? Zatem wyobraź sobie, że jedziemy samochodem, bardzo szybko, tak jak ostatnio na autostradzie, kiedy tata jechał ponad 100 km na godzinę. Pamiętasz, jak wszystko wyglądało dookoła? Pamiętasz, jak gilgotało cię w brzuchu? A teraz wyobraź sobie, że obok nas biegnie gepard, taki, którego widziałeś w naszej książce; to właśnie on jest najszybszym zwierzęciem świata… itd.”.

Żeby dziecko mogło się czegoś naprawdę uczyć i dobrze to zapamiętać, to, co do niego mówicie, musi odnosić się do jego aktualnej sfery poznawczej i emocjonalnej. Tylko wtedy w mózgu uaktywnia się obszar odpowiedzialny za to, żeby człowiek mógł cokolwiek przyswoić i na długo zapamiętać 1.

2. Dzieci uczą się wtedy, kiedy tego chcą

A żeby chciały, trzeba im w tym pomóc. Albo nie przeszkadzać. 😉  Żeby dziecko rozwijało wspomniany wyżej potencjał twórczy, w jego mózgu musi wydzielać się dopamina. To tak zwana “substancja ciekawości i zachowań eksploracyjnych”. Kiedy jej produkcja się rozpoczyna, rozpoczyna się też bardzo aktywny i efektywny proces tworzenia połączeń w mózgu dziecka, uczenie się i głębokie zapamiętywanie.

Badacze podkreślają, że istnieje szereg czynników, które wzmacniają motywację wewnętrzną dziecka (tak, że mu się naprawdę chce coś zrobić) albo ją usypiają.

Czego na pewno nie warto robić?

  • Zmuszać dzieci do czegokolwiek (jedzenia, sprzątania, zabawy w coś, na co nie mają chęci do nauki itd.),
  • Zwracać im co chwila uwagę (“nie rób tak”, “przestań hałasować”, “nie krzycz…”)
  • Upominać je (“znowu to zrobiłeś”, “ile razy mam ci powtarzać, że…”, “tyle razy mówiłam, że…”)
  • Zabraniać i straszyć (“nie rób tego, nie wolno”, “nie skacz, bo coś ci się stanie”, “nie biegaj, bo się przewrócisz”, “przestań, bo spadniesz”)
  • Porównywać (“Zosia tak pięknie po sobie sprząta, a ty?”, “Tomek tak ładnie zjadł, a ty wciąż siedzisz nad obiadem”),
  • Krzyczeć na nie.

To wszystko natychmiast blokuje pracę mózgu, “zalewa” organizm dziecka hormonem stresu – kortyzolem i uniemożliwia szeroko pojęty proces uczenia się.

Co zatem warto robić?

  • Stwarzać normalną spokojną atmosferę nauki, pracy, zabawy.
  • Dawać dzieciom przestrzeń do takiej zabawy, na jaką mają chęć (nawet jeśli jest to taplanie się w błocie, wspinanie na drzewa, krojenie ostrym nożem przy odpowiedniej asekuracji oczywiście, przelewanie wody, przesypywanie piasku itd.).
  • Ugryźć się w język, zanim zaczniemy nakazywać, moralizować i upominać.
  • Zawsze rozmawiać. Niezależnie od wieku dziecka rozmawiać z nim i wsłuchiwać się w to, co chce powiedzieć czy przekazać.
  • Opowiadać historie o sobie i swoich przeżyciach z przeszłości dotyczących np. nauki, sprzątania w pokoju, czytać książeczki o bohaterach, którzy lubią bądź nie lubią sprzątać, tak, aby dziecko mogło spojrzeć na sytuację z innej perspektywy. Zamiast do czegoś zmuszać, pokazać, że dany obszar dotyczy każdego, że jest czymś naturalnym i może być naprawdę miły. My, dorośli, sami byliśmy często zmuszani do pewnych obowiązków i już od dziecka kojarzyliśmy je ze stresem i “nerwami”. Może warto przełamać stereotyp, mówiący o tym, że sprzątanie, nauka, gotowanie itp. to coś trudnego i nieprzyjemnego, żeby te i podobne czynności naturalnie zaczęły cieszyć się dobrą opinią?
  • Starać się zamieniać złość wynikającą z naszego niezadowolenia (że bałagan, że chaos, że za głośno itd.) w zabawę: “A teraz gramy w kosza, ja trzymam pudło, a ty wrzucasz do niego klocki. Pokaż, gdzie mam stanąć. Może tutaj? Za daleko, dobra będę bliżej – wrzucaj” itd… To naprawdę działa. 😉

3. Dzieci potrzebują entuzjazmu

Ich mózgi rozwijają się bardzo szybko i kreatywnie, kiedy odczuwają emocjonalne zaangażowanie w coś. Dzieci muszą się cieszyć, że coś robią, i nie trzeba im tej radości odbierać.

Podobnie kiedy jesteśmy pełnymi entuzjazmu rodzicami (wiem, nie zawsze się da, ale przecież nie jest też tak, że się nie da 😉 ), dzieci podążają za nami natychmiast i zupełnie bez namysłu. Tak działają ich mózgi. Kiedy łączą działanie z emocjami (tymi radosnymi oczywiście) robią to, co mają zrobić, uczą się bardzo szybko, bez większego wysiłku i zbędnych emocji, chce im się sprzątać, myć zęby, a nawet odrabiać pracę domową.

Oczywiście to też ma swoje podłoże neurobiologiczne. Kiedy dzieci odczuwają entuzjazm, radość z tworzenia i bycia w ogóle, w ich mózgu aktywują się substancje takie jak dopamina, oksytocyna i endogenne opioidy, dzięki którym mają chęć do podejmowania jakichkolwiek działań. Co bardzo ważne – ten entuzjazm musi być naturalny. Ton głosu rodzica radosny, wesoły i porywający. Nie nieustannie, ale możliwie często.

4. Mózg dzieci potrzebuje nowości

Wówczas tworzy się w nim coraz to więcej połączeń między neuronami i wzmacniają się te już istniejące. Im więcej połączeń, tym szybciej i bardziej optymalnie rozwija się dziecko.

Jeśli natomiast dziecko ciągle musi uczyć się tego samego albo wciąż przebywa w jednym i tym samym pomieszczeniu/miejscu i nie możliwości poznawać innych nowych rzeczy, będzie znudzone, apatyczne/nerwowe, zniechęcone do działania, a jego mózg będzie przyjmował bierną postawę.

Każdego dnia warto umożliwiać dziecku różne aktywności w różnych miejscach, z różnymi osobami; robić przerwy od nauki, zajmowania się nieustannie jedną i tą samą rzeczą w ten sam nużący sposób.

Dopamina uwalnia się wtedy, kiedy w otoczeniu dzieje się coś zupełnie nowego. Im więcej nowych i różnych doznań, treści oraz sposobów ich przekazywania, tym bardziej wydajny jest proces przyswajania wiedzy.

5. Dzieci potrzebują aktywności w zróżnicowanym środowisku

I to odnosi się również do punktu czwartego. Nie chodzi o to, że dzieci mają mieć do dyspozycji milion zabawek, uczęszczać na kosztowne zajęcia sportowe, taneczne, czy artystyczne. Wprost przeciwnie. To może zadziałać tak, że może je przemęczyć i “przeładuje”. Zbyt dużo bodźców i informacji z nich płynących zwyczajnie obciąża mózg. Dzieci mają one robić to, co lubią i czego potrzebują w spokojnym, naturalnym otoczeniu, a nie to, co im się narzuci (a dość często się dzisiaj narzuca). Rodzice chcą dobrze   myślą, że im więcej różnych aktywności zaproponują dziecku (nauka gry na gitarze w poniedziałek, taniec we wtorek, robotyka w środę itd.), będzie ono rozwijać się lepiej, szybciej, efektywniej. Nic bardziej mylnego, to może    i często działa    zupełnie odwrotnie.

Według badaczy dzieci mają mieć dostęp do naturalnego środowiska, urozmaiconego i bogatego w naturalne doświadczenia takie jak: dotykanie i zabawa drewnem, kamieniami, liśćmi, bieganie boso po trawie, budowanie szałasów, zabawy w kałużach, w błocie, lepienie z gliny, wsłuchiwanie się w naturalne dźwięki w lesie, na łące, w parku czy nawet na spacerze w mieście. Gra w piłkę, jazda na rowerze czy wspinanie się po ściance na placu zabaw są absolutnie najlepszymi stymulatorami rozwojowymi. Dodatkowo, kiedy dzieci przebywają wiele godzin na świeżym powietrzu, zwiększa się ich  odporność na stres, ogólna wydajność mózgu oraz pamięć i koncentracja. 2.

6. Dzieci uczą się na błędach (i przez autodoświadczanie)

To wbrew pozorom jedna z trudniejszych kwestii dla rodzica. Kiedy dziecko wiecznie nieustannie popełnia ten sam błąd, kiedy ciągle robi coś nie tak, jak “trzeba”, zaczynamy odczuwać złość i frustrację. “Ileż można wciąż popełniać te same błędy?” myślimy.

Często wolimy też zrobić coś sami, szybciej i sprawniej, niż czekać, aż dziecko w końcu zrobi to samodzielnie, tym bardziej że zapewne nie zrobi tego tak dobrze jak my dorośli. No więc wyrywamy mu pośpiesznie widelec z ręki, żeby tylko nie mieć za dużo sprzątania po posiłku, sami zakładamy mu skarpetki i zakładamy je sami, bo będzie szybciej, zasuwamy suwak w kurtce, bo mu nie wychodzi, albo przenosimy przez kładkę w parku, bo zanim się tam wdrapie i z niej zejdzie, zdąży nas już coś trafić…

Niestety, w ten sposób nie wypracują się w mózgu dziecka struktury, które później pozwolą mu radzić sobie z bardziej zaawansowanymi czynnościami czy nabywaniem bardziej skomplikowanych umiejętności. Bo każdy drobiazg i każda rzecz, którą robi dziecko, mają przeogromne wręcz znaczenie dla jego rozwoju w szerszym zakresie – i to na całe życie..

Kiedy pozwalamy dziecku na popełnianie błędów, w jego mózgu aktywuje się tzw. układ nagrody, naturalnie motywujący do wykonania w przyszłości tej samej lub podobnej czynności, ale już prawidłowo. Zapis pracy mózgu w czasie powtarzania wcześniej błędnie wykonanej czynności pokazuje, że mózg zaczyna koncentrować się na szukaniu nowych rozwiązań i analizie sytuacji po to, by ostatecznie poprawnie wykonać dane zadanie. Traktuje więc popełnianie błędów jako pozytywne wzmocnienie.

7. Dzieci rozwijają się najlepiej w spokojnej atmosferze

Jeśli mają za dużo stresu, pośpiechu, napięcia w domu i poza nim, jeśli ciągle zwraca im się uwagę i wywiera na nich presję, nie będą twórczo się rozwijać.

Badania potwierdzają, że silny stres, którego dziecko doświadcza przez dłuższy czas, zakłóca jego równowagę w delikatnych strukturach mózg i w ciele, powoduje silne zaburzenia koncentracji, nadpobudliwość, kłopoty z nauką i zapamiętywaniem informacji. 3

Kiedy minimalizujemy liczę zbędnych stresorów, a w zamian za to pozwalamy dziecku doświadczać w atmosferze pełnej akceptacji, spokoju, swobody i przewidywalnych zachowań ze strony dorosłego, w jego mózgu następuje produkcja substancji semiochemicznych, które ułatwiają powstawanie nowych połączeń i komunikację między tymi już istniejącymi dziecko rozwija się zdrowo i prawidłowo (dla siebie).

Przy okazji badacze podkreślają, że w przyjaznej atmosferze i wrażliwości na emocje dziecka w jego mózgu powstają połączenia, które umożliwiają radzenie sobie ze stresem, złością, tworzenie dobrych związków, wykazywanie się życzliwością oraz posiadanie woli do realizowania ambicji i marzeń dzisiaj i w przyszłości. 4

Aż trudno uwierzyć, jak niewiele trzeba, żeby rozwijać wrodzony potencjał młodych ludzi do szeroko pojętego rozwoju i uczenia się. W kontekście emocji i uczuć, niełatwo przełamać stare wzorce z naszego dzieciństwa i dostrzec zależności między tym, jak my byliśmy “wychowywani” i tym w jaki sposób my teraz towarzyszymy naszym dzieciom. To długotrwały proces. Wykorzystajmy wnioski płynące z wieloletnich badań i różnych doświadczeń licznych naukowców, psychologów i terapeutów, żeby pomóc dzieciom żyć zdrowo i konstruktywnie działać. To, czego nauczą się teraz, zostanie z nimi na całe życie. 

 

Z mojej strony to  wszystko na dzisiaj. 🙂
Pytajcie i dzielcie się swoimi doświadczeniami!
<3 Magdalena

 

Show 4 footnotes

  1. Spitzer M., Jak uczy się mózg, PWN, Warszawa 2012, s. 30.
  2. por. Alvarez C., Prawa naturalne dziecka, CoJaNaTo, Warszawa 2017.
  3. Sunderland M., Mądrzy rodzice. Zadbaj o prawidłowy rozwój emocjonalny swojego dziecka, Świat Książki, Warszawa 2014, s. 27.
  4. Sunderland M., Mądrzy rodzice. Zadbaj o prawidłowy rozwój emocjonalny swojego dziecka, Świat Książki, Warszawa 2014, s. 22.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *