Złość i frustracja dziecka często maskują lęk i to nim trzeba się zająć

Mój syn od rana był rozdrażniony. Na wszystko mówił „nie”, chodził za mną krok w krok, trochę krzyczał, trochę płakał. Kiedy poprosiłam, żeby posprzątał pokój, rzucił książką, co mu się nie zdarza. Potem pokłócił się z siostrą, a ja miałam już głowę jak balon. 

Zrobiłam kilka głębokich oddechów, parę pompek, żeby wyrzucić napięcie z ciała, usiadłam… i przypomniałam sobie o najważniejszym: każde zachowanie dziecka to tylko wierzchołek góry lodowej. Pod spodem zawsze dzieje się coś więcej. 

I kiedy znowu zobaczyłam, jak bardzo on potrzebuje bliskości, jak podąża za mną i co chwilę czegoś ode mnie chce… poczułam, że to nie jest po prostu słaby dzień. W chwili przypomniałam sobie, że za dwa dni syn wyjeżdża z tatą i siostrą na tydzień. A mnie tam nie będzie. 

Wzięłam syna na kolana, przodem do mnie. 
– Oliś, masz dziś trudny dzień, co? – zapytałam.
– Tak.
– Wiesz, tak sobie myślę… co to za gość dziś do ciebie przyszedł?
– Nie wiem.
– W porządku jest nie wiedzieć. Mogę ci pomóc to odkryć. Chcesz?
– Tak.
– Za dwa dni wyjeżdżasz z tatą i Wiką, a ja zostaję. To rzadko się zdarza. Może dlatego jest Ci dziś trudniej?

Cisza. Oczy mu się szkliły.

– Myślisz, że to dlatego tak mnie dziś potrzebujesz?
– Tak – przytulił się.
– Wiesz, czasem kiedy się czegoś obawiamy, łatwiej krzyczeć, niż powiedzieć to wprost i strachu, co?
– Tak…
– Boisz się, że będziesz tęsknił i mnie nie będzie obok?
– Tak… – i popłynęły łzy. – Bo jak będę chciał, to nie będziesz mogła mnie przytulić.

Siedzieliśmy wtuleni, pozwalając emocjom wybrzmieć. Po kilku minutach syn zapytał: 

– Co zrobimy z tą sytuacją?
– Możemy wymyślić, jak będziemy się łączyć, kiedy będziesz nad jeziorem. Może rysunek ode mnie w Twojej walizce, nasza wspólna piosenka do zasypiania nagrana na dyktafonie taty, rozmowa przez telefon każdego wieczoru?

– Tak! A dasz mi swoje ubranko?
– Jasne. Wybierzesz coś?
– Tak! – zawołał z entuzjazmem i wybrał moją ulubioną chustę.

A ja usiadłam i pomyślałam, jak ogromnie ważne jest, żeby sobie o tym wciąż przypominać: że bardzo często trudne emocje dziecka, a nawet te zachowania, które w nas wywołują irytację czy zniecierpliwienie, są tylko wierzchołkiem góry lodowej. Pod spodem dzieje się coś zupełnie innego.

Czasem łatwo to odkryć, czasem wymaga to cierpliwości i wsłuchania się w dziecko i w siebie. Ale warto pamiętać, że pod tym „przyklejaniem się” do nas, chodzeniem krok w krok, marudzeniem, a nawet krzykiem czy trzaskaniem drzwiami, bardzo często kryje się lęk.

Lęk przed brakiem bliskości.
Przed utratą kontaktu.
Przed odcięciem od relacji.
Przed tym, że ktoś, kogo kochamy, odwróci się i nie będzie obok, gdy będzie trudno.

I kiedy to wiemy, łatwiej jest nam spojrzeć na dziecko NIE przez pryzmat „ono jest upierdliwe” czy „robi mi na złość”, ale jak na małego człowieka, który próbuje radzić sobie z czymś, co jest dla niego naprawdę trudne. Nazwać to, oswoić, pogadać o tym i to utulić. Wówczas spojrzenie na trud zupełnie się zmienia, a dziecko wraca do siebie i spokojnego kontaktu z nami… Niech ten post Wam o tym przypomina. 
Magdalena Boćko-Mysiorska

Dołącz do najbliższego webinaru:

Kiedy dziecko się boi: jak wspierać dziecko w lęku.

Kiedy dziecko się boi: jak wspierać dziecko w lęku.