Trochę zmęczona, trochę rozdrażniona wchodzę do pokoju mojej nastoletniej córki i ręce mi opadają na widok porozrzucanych tam rzeczy. Rzucam zdecydowanym tonem:
– Rety, Wiki, ale tu jest bałagan! Serio? Co tu się dzieje! Weź to ogarnij!
W tym momencie córka spina się i krzyczy:
– Świetnie, mama. Naprawdę super. Możesz już sobie stąd iść!
Zatrzymałam się. Wzięłam spokojny oddech. I jeszcze jeden.
Córka powtórzyła, żebym wyszła i zamknęła za sobą drzwi – wyraźnie poirytowana.
Stanęłam na przedpokoju, policzyłam spokojnie do pięciu i uświadomiłam sobie: coś tu się wydarzyło. Przerzuciłam swoje zmęczenie na córkę i zareagowałam automatycznie.
Wracam i mówię:
– Wiktoria, przepraszam. Zareagowałam z automatu, a nie chciałam. Jak ty zrozumiałaś moje słowa?
– No, były chamskie… Wchodzisz i krzyczysz, że jestem brudasem.
Wow. Usłyszała: „jestem brudasem”. Choć ja mówiłam tylko o bałaganie.
Usiadłam spokojnie i powiedziałam:
– Widzę, że usłyszałaś mnie inaczej, niż chciałam. Mogę ci opowiedzieć, jak to wygląda z mojej perspektywy?
– Okej.
– Kochanie, powiedziałam, że widzę bałagan. Ale to nie znaczy, że ty jesteś bałaganiarą, a tym bardziej brudasem. To tylko kawałek twojego pokoju, fragment rzeczywistości. Ty jesteś dla mnie zawsze wspaniała, ważna i kochana. To, jak wygląda pokój, to nie jesteś ty. To coś, co może dziać się wokół ciebie, co można uporządkować, zmienić. Ale to nie definiuje ciebie jako osoby.Bałagan czy nieporządek – to jedno. A ty – to zupełnie inna sprawa.
Widziałam, jak z niej schodzi napięcie. Ramiona opadają. Twarz łagodnieje.
– To nie wchodź i nie mów do mnie takim niemiłym tonem.
– Masz rację. Najpierw powinnam się wyregulować, a dopiero potem spokojnie pogadać o tym, że widzę chaos i że zależy mi, żeby rzeczy wróciły na swoje miejsce. Zwykle tak robię, ale dziś wpadłam w stare schematy. Nie udało się. Przepraszam.
– Ok.
– Kocham cię.
– Ja ciebie też.
Przez chwilę milczała, ale już z lekkością.
Po czym zupełnie swobodnie zmieniła temat:
– „Mamo, myślę, żeby zrobić sobie maseczkę na twarz z siemienia lnianego.”
– „Świetny pomysł! Ja też chcę, możemy razem!”
I tak poszłyśmy zrobić domowe SPA. To sytuacja, która przypomina mi po raz kolejny, jak bardzo dzieci utożsamiają nasze słowa ze sobą.
Kiedy mówimy o bałaganie – mogą usłyszeć, że same są bałaganem.
Kiedy mówimy o błędzie – mogą usłyszeć, że same są błędem, złe, niewystarczające.
Dlatego tak ważne jest, by oddzielać zachowanie od osoby:
Dziecko to nie jego zachowanie.
Pokój to nie jego wartość.
Bałagan nie oznacza, że „człowiek jest do naprawienia”.
Warto zatrzymać się, wziąć oddech i mówić w sposób, który opisuje sytuację, a nie definiuje człowieka. A gdy już zdarzy nam się zranić słowami – zawsze możemy wrócić, wyjaśnić i pokazać: to, co zrobiłaś, to jedno, a ty sama jesteś w porządku i kochana.
Bo dziecko potrzebuje wiedzieć, że jest dobre i ważne – niezależnie od tego, co zrobiło albo czego nie zrobiło.
Słowa, które do niego kierujemy, mogą stać się jego wewnętrznym głosem. Mogą podnosić albo przygniatać. Mogą sprawiać, że czuje się wystarczające – albo że całe życie będzie szukało potwierdzenia swojej wartości. Dlatego warto wybierać je uważnie.
Tak, by dziecko słyszało: „twoje zachowania się zmieniają, ale ty – w swojej wartości – jesteś nienaruszalny”.
Niech to w Was wybrzmiewa i wspiera w każdej chwili codzienności.
Magdalena Boćko-Mysiorska